CENTRUM B7

RZEMIEŚLNIK-LUTNIK

Rzemieślnik na wagę złota!

Słowa „rzemiosło” i „rzemieślnik” robią ostatnio zawrotną karierę. Co rusz słychać, jak projektanci, twórcy i wytwórcy nazywają tak siebie i swoje wyroby. Chcą się tym samym widzieć w gronie wykwalifikowanych mistrzów z dyplomami poświadczającymi ich kompetencje. „Rzemieślnicza robota” pozostaje synonimem wysokiej jakości oraz rzetelnej wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

Stowarzyszenie CENTRUM B7 wraz z Wydziałem ds. Przedsiębiorczości i Innowacji Miasta Krakowa pragnie pokazać prawdziwych Mistrzów swojego rzemiosła.

Stanisław Kurkowski

Pracownia lutnicza
Plac Wolnica 8
30-510 Kraków

Kontakt:
12 430 55 51
793 690 079

 

„Najwspanialsze jest to, że do samego końca podczas robienia instrumentu w człowieku siedzi napięcie. Czeka się jak ten instrument zabrzmi.” – Stanisław Kurkowski

 

Lutnictwo to niemal powołanie to taki rzadki zawód. Jak to było u pana?

Wychowałem się w domu Marduły wśród suszących się klepek na instrumenty. Widziałem, że w domu wyrabia się instrumenty. Kończąc szkołę podstawową zacząłem interesować się lutnictwem. Poszedłem do Nowego Targu do szkoły lutniczej. A potem przez pięć lat w pracowni Marduły. I to właśnie ten czas wpłynął na mnie szczególnie. Praca jaką tam wykonywałem, ale też i to co mogłem tam podejrzeć od mistrza, dała mi bardzo wiele jeżeli chodzi o mój rozwój w tym zawodzie. Potem na dwa lata wyjechałem do Holandii i wylądowałem w pracowni również u świetnego lutnika. On głównie naprawiał instrumenty. Był to dla mnie też bardzo rozwojowy okres, inny całkiem niż w Polsce.

Tam po raz pierwszy miałem w ręku skrzypce Antonio Stradivariego i Guardiego czego w Polsce w ogóle nie było. Były to lata 80-te. Granice były dla Polski pozamykane i lutnicy nie mieli kontaktu z tak dobrymi instrumentami. Z instrumentami i z lutnictwem zachodnim. Miałem propozycje od niego, aby zostać na stałe w Holandii i przejść pracownie. To był już starszy człowiek. W tym czasie również ściągało mnie do Polski Ministerstwo Kultury i zaproponowali Kraków, Częstochowę albo Katowice. Wybrałem Kraków, który mi się zawsze bardzo podobał. Mimo tego, że był to kiepski czas w Polsce. Nic nie było – puste półki w sklepach. Nawet to nie mogło przeważyć. Jestem tu od 81′ roku. Holandia płaska, wszędzie kanały a ja przecież z gór. Oprócz mnie był wówczas jeszcze Pawlikowski w Krakowie, ale to i tak było mało jak na to miasto kultury. Przede wszystkim wtedy naprawiałem instrumenty.

Pierwszą pracownię miałem na Floriańskiej. Póżniej na Jana Pawła aż w końcu wylądowałem tutaj i tak już 25 lat. Wrosłem w ten Kazimierz i nie wyobrażam sobie przenosić się gdzie indziej. Tutaj się wszystko dookoła zmienia, powstają nowe knajpy, apteki, sklepy, a ja jestem nadal.

Od czego rozpoczyna się budowę skrzypiec? Drewno zapewne jest bardzo ważne, gdzie się je zdobywa?

Przede wszystkim, żeby być dobrym lutnikiem należy mieć dobry warsztat stolarski. Bardzo ważna jest umiejętność posługiwania się narzędziami, trzeba przygotować materiał, należy mieć pewne wiadomości o drewnie, bo wiadomo, że na skrzypce nie każde drewno się nadaje. Wyrób skrzypiec to praca powolna, mozolna a przede wszystkim twórcza.

Czyli lutnik powinien mieć też nerwy ze stali?

Oj tak, cierpliwość to przydatna cecha. Choć kształt skrzypiec raczej się nie zmienia, czasem jakieś detale, ale chodzi o to, aby panować nad kawałkiem drewna, aby wydobyć z niego ile się da, żeby instrument brzmiał. Tego nie da się nauczyć. To trzeba czuć. Tutaj już sprawdzają się lata praktyki, intuicja. Każdy instrument robi się inaczej, każdy inaczej brzmi.

Jakie drewno jest najlepsze?

Świerk i jawor to podstawowe drewno z którego wyrabia się skrzypce. Świerk powinien rosnąć wysoko w górach, mieć prawidłowe przyrosty, krótką wegetacje.

Wiele tajemnic istnieje na temat lakierowania skrzypiec. Jak to jest?

Lakierowanie to technicznie bardzo trudna rzecz dlatego, że tych warstw jest około 20-25, nie powiedziane jest ile dokładnie. Lakier powinien być laserunkowy, przejrzysty, aby drewno wyeksponować, nie zamazać go. Powinna w nim być głębia, jakieś inne odcienie. Coś w nim powinno się dziać. Nakłada się go pędzlem – to jest naprawdę nie łatwa rzecz. Lakierowaniem można wpłynąć pozytywnie lub negatywnie na dźwięk. To takie zło konieczne.

A legendy?

Legendy są przede wszystkim te włoskie – Stradivariego, który zabrał tajemnice do grobu. Jego skrzypce były naprawdę wyjątkowe. Dawniej też robiono lakiery. Każdy robił to indywidualnie albo wykonywali je aptekarze na specjalne zamówienie. Oni mieli swoje receptury. Każdy trzymał w tajemnicy czym podbarwia, czym lakieruje. Dawniej barwniki, oleje były naturalne. Teraz tajemnice – nie można sprawdzić chemicznie skład.

Co dla Pana jest najwspanialsze w lutnictwie?

Wszystko. Każdy dzień w pracowni jest inny. Najwspanialsze jest to, że do samego końca podczas robienia instrumentu w człowieku siedzi napięcie. Czeka się jak ten instrument zabrzmi. To jest najpiękniejsza rzecz jaka może być. A na koniec zawsze mówię, że czekam na instrument mojego życia. Ten zawód jest niesamowity. Przede wszystkim dlatego, że oprócz tego jak wygląda, to instrument jeszcze ,,mówi”, wydaje dźwięk. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić coś innego.

Ile czasu zajmuje zrobienie skrzypiec?

Zazwyczaj robi się parę instrumentów naraz, to przyśpiesza czas oczekiwania, ale też po to, aby nie było monotonii, więc można powiedzieć, że do trzech miesięcy. Oprócz robienia nowych instrumentów, ja też dużo ich naprawiam. W Krakowie jest dużo szkół i trzeba poświęcić się dzieciom, bo to przecież mój przyszły klient – o tym też muszę pamiętać.

Szyjka i ślimak to elementy skrzypiec. Czy pozwala Pan sobie na eksperymenty?

Ze ślimakiem nie ma co eksperymentować. Natomiast ustawienie szyjki pod odpowiednim kątem wpływa na dźwięk jaki wydobywa się z instrumentu. Ja w tym przypadku próbowałem eksperymentować. Zazwyczaj jednak uzgadnia się pewne rzeczy z klientem to jest indywidualna sprawa.

Próbował Pan pracować w zespole?

W zespole pracowałem tylko w szkole. W pracowni trzeba nauczyć się samotności. Potrzebna jest koncentracja. W Zakopanem pracowałem często po nocach, wtedy jest taki tajemniczy nastrój. Bardzo miło wspominam ten czas. W tym zawodzie jest czas na przemyślenia. Można zagłębić się w danym instrumencie. Ja to bardzo lubię.

Ma pan ucznia? 

Niestety nie mam to to czasu. Jednego syna przyuczam, ale nie naciskam. On gra na skrzypcach i cieszę się, że zdaje sobie sprawę, iż jest to już bardzo rzadki zawód. Zobaczymy jak to dalej będzie. Póki co radzę sobie sam i nie narzekam na brak zajęć.

Znasz jakiegoś godnego polecenia Rzemieślnika? Chcesz, żeby został doceniony i rozreklamowany? 

Wyślij do nas wiadomość i opisz go. Postaramy się do niego dotrzeć i zaprosić do projektu!

Projekt jest realizowany we współpracy z Wydziałem ds. Przedsiębiorczości i Innowacji Miasta Krakowa.

Przewiń do góry